Lęk – nie każdy niepokój to choroba
Lęk to naturalny stan – i tak powinien być postrzegany. Przez tysiące lat ewolucji pomógł naszym przodkom przetrwać. Gdy w krzakach trzeszczało – lęk sprawiał, że nie szli sprawdzić co to, tylko brali nogi za pas. To była przewaga biologiczna.

W dzisiejszych czasach nie uciekamy już przed lwem, ale nasz mózg nie wie tego. Reaguje tak samo na spotkanie z szefem, niezapłacony rachunek albo wiadomość od byłej. Problem w tym, że lęk stał się chroniczny – a nie przerywany.
Na poziomie układu nerwowego, lęk aktywuje ciało migdałowate, które ostrzega przed zagrożeniem. Pobudzana jest oś HPA, wydziela się adrenalina i kortyzol. Serce bije szybciej, mięśnie napinają się, trawienie zwalnia. Organizm przygotowuje się do akcji. To normalne.
Ale kiedy lęk nie mija – bo nie ma realnego zagrożenia, albo pojawia się codziennie – system się przeciąża. Pojawiają się: bezsenność, problemy z koncentracją, tiki nerwowe, ataki paniki. Lęk przestaje być adaptacyjny – staje się zaburzeniem.
Psychologia dzieli lęki na: adaptacyjne i patologiczne. Te pierwsze pomagają działać. Te drugie – paraliżują. Różnica? Proporcja i kontekst. Lęk, który pcha Cię do przygotowania się do egzaminu – to eustresowy lęk. Lęk, który nie pozwala Ci spać przez tydzień – to dzwonek alarmowy.
Lęk nie jest Twoim wrogiem – dopóki Ty jesteś jego szefem. Warto nauczyć się technik jego kontroli: oddechowych, poznawczych, medytacyjnych. A gdy to nie działa – warto poszukać pomocy. Bo lęk nie jest wstydem. Wstydem jest go ignorować, aż zamieni Twoje życie w ciągłą ucieczkę bez powodu.
