Pijani pacjenci, pobici lekarze i bajka o zaostrzaniu kar
W Polsce można zabić lekarza, napaść na ratownika, znieważyć pielęgniarkę – i wciąż nie doczekać się wyroku przez kilka lat. W tym czasie sprawca spokojnie chodzi po ulicy. W tym samym czasie jego ofiara przychodzi do pracy – o ile ma jeszcze siłę i odwagę. A potem ktoś na górze wpada na „genialny” pomysł: podnieśmy kary.
Minister Sprawiedliwości ogłasza: „Wprowadzimy surowsze sankcje za atak na funkcjonariusza publicznego, w tym medyka”. Zrobi się szum, będą nagłówki, kamery i poklepywanie po plecach. Problem rozwiązany? Nie. Problem przeniesiony. Z rzeczywistości do kodeksu.
Bo w tej rzeczywistości, codziennej i brutalnej, lekarze i ratownicy mają do czynienia z zupełnie innym przeciwnikiem. Nie z przestępcą z podręcznika prawa karnego, ale z człowiekiem kompletnie pijanym, naćpanym, często nieprzytomnym. Z człowiekiem nieprzewidywalnym, agresywnym, nieobliczalnym. I z systemem, który każe tego człowieka traktować z najwyższą troską – choć chwilę wcześniej uderzył lekarza w twarz.

rzeczywistość SOR-ów: agresja jako rutyna
Statystyki mówią jasno: w 2023 roku w Polsce odnotowano ponad 1200 oficjalnych incydentów agresji wobec personelu medycznego. A to tylko to, co zgłoszono. Każdy lekarz, który pracuje na SOR-ze, powie jedno: „Tego jest dużo więcej. My już nie zgłaszamy wszystkiego. Nie mamy siły”.
Często powtarzają: „To nasza codzienność. Jakbyśmy zgłaszali każdy atak słowny, każde szarpnięcie, każde oplucie – musielibyśmy zatrudnić na oddziale rzecznika prasowego i adwokata na etat”.
Najgroźniejsze sytuacje – ataki fizyczne, użycie broni, noże – przebijają się do mediów. Ale większość agresji jest cicha. Odbierana jak hałas tła. A lekarz, który boi się dziś wejść do izolatki, gdzie leży naćpany pacjent, nie jest wyjątkiem. Jest normą.
pijany znaczy trudny i kosztowny
Prawdziwy problem zaczyna się jednak wcześniej. Bo ten pacjent, który przyszedł naćpany lub pijany, nie tylko stanowi zagrożenie. On jest najtrudniejszy w diagnostyce. Nie wiadomo, co brał. Nie ma z nim kontaktu. Nie da się zebrać wywiadu. Trzeba mu zrobić tomografię, rezonans, cały panel badań – nie dlatego, że „trzeba mu pomóc”, tylko dlatego, że lekarz boi się odpowiedzialności.
Lepiej zlecić wszystko, niż potem wylądować w sądzie. A to kosztuje. I to nie są pojedyncze przypadki. W 2023 roku na same SOR-y trafiło ponad 26 tysięcy pacjentów z powodu problemów alkoholowych. To ponad 60% więcej niż dekadę wcześniej. Liczba rośnie. I rosną też koszty. Jeden taki przypadek to często koszt kilku tysięcy złotych. To środki publiczne – moje, Twoje, wszystkich.
I nikt za to nie płaci. Ani finansowo, ani karnie.
długo, drogo i… bez efektu
Kiedy taki pacjent kogoś pobije, sprawa trafia do sądu. Czasem. Jeżeli lekarz ją zgłosi. A potem? Potem trwa. Rok. Dwa. Czasem dłużej. W tym czasie sprawca chodzi wolny. Często dostaje grzywnę albo przeprosiny. Albo zawiasy. Rzadko bezwzględne więzienie.
I tu wracamy do ministra, który postanawia „zaostrzyć kary”. Świetnie. Zróbmy 5 lat zamiast 3. Ale czy ktoś naprawdę wierzy, że agresywny pacjent pod wpływem kalkuluje ryzyko?
Nie. On nie kalkuluje. On działa w afekcie. Czasem nie wie, co robi. A często, nawet jak wie, to nie obchodzi go to. Bo wie, że system i tak go nie dosięgnie.
pieniądze, nie kodeks, mogą coś zmienić
Co więc można zrobić? Coś znacznie prostszego. Coś, co działa w innych sektorach prawa.
Wsiadłeś po pijaku za kółko? Spowodowałeś wypadek? Twoje OC wypłaci, ale Ty zapłacisz wszystko w regresie. Ubezpieczyciel dobierze się do Ciebie jak do bankomatu. I wielu to powstrzymuje. Bo nie boisz się trzech lat w zawiasach. Ale boisz się pół miliona złotych, które masz spłacać przez 20 lat.
To samo można zrobić tu. Jeżeli trafiasz na SOR pijany albo pod wpływem narkotyków – i to nie z powodu wypadku, ale bo przesadziłeś – to płacisz. System udziela Ci pomocy, ale NFZ występuje o zwrot kosztów. I to nie na zasadzie „może, kiedyś”, tylko automatycznie.
Jeżeli jeszcze dopuścisz się agresji, niszczysz sprzęt, ranisz lekarza – płacisz więcej. I płacisz szybko. To nie jest kwestia kary, tylko pokrycia kosztów. Niech Twoja nieodpowiedzialność nie będzie więcej moim kosztem.
co jeszcze? organizacja, bezpieczeństwo, technologia
Nie twierdzę, że wszystko da się załatwić przez regres. Potrzebujemy też ochrony fizycznej na SOR-ach, szkoleń z deeskalacji, przycisków alarmowych, kamer nasobnych, automatycznych zgłoszeń na policję.
Potrzebujemy lepszej organizacji: mniej chaosu, więcej lekarzy, lepszej segregacji przypadków. I potrzebujemy odwagi systemowej, żeby wprowadzić np. nocną prohibicję w miejscach, gdzie skala problemu jest największa.
Ale najważniejsze: musimy przestać udawać, że populistyczna zmiana w kodeksie coś zmieni. Bo nie zmieni. Zmieni dopiero to, co zaboli sprawcę w sposób realny: szybka kara, nieuchronny regres, widmo bankructwa. Wtedy agresja przestanie być „za darmo”.
wnioski
W polskich szpitalach bije się dziś lekarzy. I nic się z tym nie dzieje. A jeżeli coś się dzieje, to po latach. To jest hańba systemu. To jest systemowa kapitulacja. I to nie są emocje – to są fakty.
Dlatego trzeba postawić sprawę jasno: agresywny pacjent musi ponosić odpowiedzialność. Finansową. Realną. Tu i teraz. Tak samo, jak ponosi ją kierowca po alkoholu. Tak samo, jak każdy, kto psuje system, który nie należy tylko do niego.
Nie mamy obowiązku finansować agresji. Mamy obowiązek się przed nią bronić. I to nie przez kolejną zmianę przepisów. Ale przez zmianę zasad gry.
