W Polsce nie można sprzedać mleka prosto od krowy, ale marihuanę – być może – będzie można legalnie hodować i posiadać. Bo jak nie wiadomo co robić z inflacją, zdrowiem publicznym i kryzysem psychiatrii – to zawsze można zalegalizować coś „modnego”.
Co zakłada projekt?
✅ do 5 gramów marihuany na własny użytek – legalne,
✅ do 2 roślin konopi w domu – legalne,
✅ państwowa kontrola upraw, rejestracja, zakaz udostępniania osobom trzecim,
✅ za złamanie zasad – kara grzywny, a nie więzienia.
Brzmi nowocześnie? Tak.
Czy to dobrze przygotowana reforma? Wątpliwe.
Gdzie leży problem?
- Brak oceny skutków zdrowotnych – w kraju, gdzie psychiatria dziecięca leży na OIOM-ie, legalizuje się substancję pogłębiającą objawy psychotyczne u młodych ludzi.
- Brak powiązania z polityką zdrowia publicznego – zero informacji, co z edukacją, leczeniem uzależnień, badaniami długofalowymi.
- Brak debaty o logice karania – osoby z 0,5 g trafiały do aresztów, a teraz nagle „hulaj dusza” do 5 gramów?
Hipokryzja w tle
To nie jest reforma prawa – to PR-owa kotwica rzucona w społeczeństwo zmęczone wszystkim. Legalizacja marihuany ma zasłonić:
– brak rozwiązań systemowych w ochronie zdrowia,
– brak spójności w polityce karnej,
– brak odwagi w prawdziwej reformie – choćby w zakresie alkoholu, leków psychotropowych czy przemocy domowej.
Podsumowanie
🔻 Jeśli marihuana ma być legalna – niech będzie. Ale niech to będzie uczciwie przygotowane, osadzone w realiach systemowych i wolne od taniego populizmu.
🔻 A jeśli to tylko dym – to warto pamiętać, że dym prędzej czy później opada. A smród zostaje.

