0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Kompleksowa obsługa prawna – zaufanie na każdym etapie.

0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona głównaBlogMediacja, której nikt naprawdę nie chce

Mediacja, której nikt naprawdę nie chce

czyli jak państwo płaci za wojnę zamiast za pokój

W polskim wymiarze sprawiedliwości mediacja jest jak „usprawnienia” w dużych organizacjach: wszyscy są za, dopóki nie trzeba ruszyć pieniędzy, mierników i wygodnych nawyków. Od lat słyszymy, że „mediacja odciąży sądy”, „zbuduje kulturę dialogu” i „skróci postępowania”. W deklaracjach wygląda świetnie. W statystykach już mniej.

Z analiz resortu sprawiedliwości i Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości ma wynikać, że w latach 2020–2022 ok. 1% spraw cywilnych „mediowalnych” było kierowanych przez sądy do mediatora, a z tych skierowanych mniej więcej co dziesiąta kończyła się ugodą zatwierdzoną przez sąd. Po ludzku: na 1000 spraw nadających się do mediacji, do mediatora trafia ok. 10, a realnie kończy się ugodą 1. Reszta jedzie klasyczną autostradą: pozew, odpowiedź, pisma, świadkowie, biegli, wyrok, apelacja.

I tu jest sedno: problem nie polega na tym, że ludzie „nie dorośli do dialogu”. Problem polega na tym, że system nie płaci za pokój. System płaci za wojnę. I dostaje dokładnie to, za co płaci.


Mediacja jest w przepisach, spór żyje w sądzie

Formalnie wszystko się zgadza: przepisy w k.p.c., rozporządzenie o wynagrodzeniu mediatorów, listy stałych mediatorów, kampanie, „dni mediacji”. Praktyka wygląda tak, jakby mediacja była ozdobą w raporcie rocznym, a nie narzędziem pierwszego wyboru: pouczenie, kurtuazyjne pytanie, wzruszenie ramionami i startuje proces.

Dlaczego? Bo żaden z trzech kluczowych aktorów systemu nie ma ustawionych bodźców, żeby realnie walczyć o ugodę: sędzia, pełnomocnik i mediator.


Jak dziś rozlicza się sędziego: liczby i procedury, nie rozwiązania

W papierach brzmi pięknie: „sprawność”, „efektywność”, „terminowość”, „stabilność orzecznictwa”. W praktyce liczy się głównie: ile spraw „załatwiono”, ile trwały i ile wyroków uchylono albo zmieniono. Ugoda jest tylko jedną z wielu form zakończenia sprawy. Nie jest złotym standardem, który daje przewagę w ocenie i awansie.

Co gorsza, ugoda bywa dla sędziego ryzykiem: ktoś zarzuci „nacisk”, ktoś „zmuszanie do kompromisu”, ktoś „brak rozpoznania istoty”. Bezpieczniej jest dojechać do wyroku. System premiuje ostrożność proceduralną, nie umiejętność rozbrajania konfliktu.

Jeżeli mediacja ma działać, trzeba odwrócić paradygmat: ugody w sprawach, które realnie nadają się do mediacji, powinny być jednym z kluczowych mierników jakości pracy sędziego. I tak, powinno to mieć wpływ na ścieżkę awansową.


Jak system ustawia interes pełnomocników: ugoda karze, wyrok nagradza

Przy wyroku wygrywający ma zasądzone koszty zastępstwa procesowego według stawek. Klient często myśli: „zapłaci przegrany”, więc nie boli. Pełnomocnik ma naturalny interes, żeby „dociągnąć” do rozstrzygnięcia.

Przy ugodzie standardem jest „zniesienie kosztów” (każdy ponosi swoje). Koszty zastępstwa się rozpływają. W praktyce: pełnomocnik bywa finansowo karany za to, że doprowadził do sensownego zakończenia sporu. System robi więc z mediacji wroga interesu pełnomocnika, a potem udaje zdziwienie, że mediacje „nie biorą”.

Proste rozbrojenie miny (z bezpiecznikami transparentności i kontroli sądu): przy ugodzie zawartej przed sądem każda strona dostaje z urzędu np. połowę minimalnych kosztów zastępstwa dla swojego pełnomocnika, chyba że strony wyraźnie postanowią inaczej. Pełnomocnik ma bodziec, by domykać spór, a nie go pompować.


Jak rozlicza się mediatora: płatne jest „odbycie”, nie wynik

Wynagrodzenie mediatora w sprawach majątkowych: 1% wartości sporu, ale nie mniej niż 150 zł i nie więcej niż 2000 zł za całość. W sprawach niemajątkowych: ryczałty i limity. W dużych sporach gospodarczych, gdzie koszty i ryzyka idą w setki tysięcy, mediator i tak widzi maksymalnie 2000 zł brutto, niezależnie od efektu i nakładu pracy.

Czyli płacimy za prowadzenie mediacji, nie za rozwiązanie sporu. To jakby sklep płacił sprzedawcy za stanie przy ladzie, a nie za sprzedaż. Potem wszyscy pytają, czemu nikt nic nie kupuje.


Prawo do sądu: czego nie wolno ruszyć, a co wolno zrobić mądrze

Mamy konstytucyjne prawo do sądu (art. 45). Nie wolno go obchodzić ekonomicznym przymusem: karać za odmowę ugody, sztucznie zamykać drogę do wyroku, zmuszać do rezygnacji z roszczeń presją finansową.

Ale wolno (i warto) zrobić coś zupełnie innego: nagradzać ugodę, nie karząc nikogo za proces. Strona nadal może powiedzieć „nie”. Opłaty sądowe nie rosną. Sąd zachowuje kontrolę nad treścią ugody, szczególnie tam, gdzie jedna strona jest słabsza. Zmienia się tylko to, na co system wydaje pieniądze: na eskalację albo na rozwiązanie.


Trzy ruchy, które można zrobić od ręki

  1. Premiowanie sędziego za ugody
    Ugody w sprawach, gdzie mediacja jest realną alternatywą, jako osobny, premiowany wskaźnik jakości pracy sędziego (z przełożeniem na ocenę i awans).
  2. Prowizja dla mediatora za wynik, nie za obecność
    Mała stawka za podjęcie mediacji + sensowna prowizja za ugodę kończącą spór (powiązana z wartością sprawy albo wpisem sądowym, z limitami) oraz standardy i nadzór jakości, żeby nie produkować „ugodowego wymuszania”.
  3. Gwarantowana część KZP przy ugodzie
    Automatyczna część minimalnych kosztów zastępstwa dla pełnomocników obu stron, z transparentnością wobec klienta i kontrolą sądu w sprawach wrażliwych.

W tym układzie każdy ma interes w pokoju: sędzia (bo to mu się realnie opłaca w ocenie), mediator (bo zarabia za wynik), pełnomocnik (bo nie traci na rozsądku).


Dlaczego to wciąż nie jest zrobione

Bo obecny stan jest wygodny. Dla administracji: można robić strategie i kampanie bez przesuwania realnych pieniędzy. Dla części sędziów: dalej liczą się „załatwienia” i procedura. Dla części mediatorów: kręci się model rozliczania za „odbyte”. Dla części pełnomocników: wyrok daje przewidywalność kosztów, ugoda często nie. Koszt ponosi obywatel i przedsiębiorca, płacąc czasem, zdrowiem i pieniędzmi za konflikt, który dałoby się domknąć szybciej i czyściej.

W normalnym świecie, jeśli chcesz, żeby ludzie robili konkretną rzecz, ustawiasz premię tak, żeby im się to opłacało. Jeśli państwo naprawdę chce mediacji, musi przestać płacić za wojnę i zacząć płacić za pokój. Jeśli nie chce, też można to przeżyć. Tylko po co ta teatrzyko-statystyka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Autopromocja -Prigan Law

Aktualności

Płaciłeś odsetki od ubezpieczenia, którego nigdy nie dostałeś do ręki?

Brałeś kredyt gotówkowy, konsolidacyjny, samochodowy albo ratalny? W umowie miało być 50 000 zł, ale po chwili w dokumentach pojawiła się wyższa kwota. Dlaczego? Bo...

Państwo w miękkim świetle. Gdy resort sprawiedliwości zaczyna „opowiadać” więzienie

Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało materiał dotyczący odbywania kary pozbawienia wolności przez kobiety. W przekazie pojawiają się sformułowania o „mądrych rozwiązaniach”, „bliskości rodziny” i zapewnienie, że...

Szyld przed dzieckiem

PRIGAN | MUZOPOLITYKAS01E07 David Bowie: „I’m Deranged” Kto raz usłyszał soundtrack z „Lost Highway”, zwykle nosi go już w sobie do końca.Ja też.To właśnie tam pierwszy...

SKLEP