PRIGAN | MUZOPOLITYKA
S01E01
Włączyłem Insomnię rano. Z przyzwyczajenia. Ten numer jest ze mną od lat, tylko dziś brzmi inaczej. Kiedyś był napięciem. Teraz jest tłem.
Są ferie. Przyjechałem do Stronia Śląskiego świadomie. Bez wielkich słów. Zostawić tu pieniądze. Hotel, restauracja, lokalne miejsca. Normalność zamiast komentarzy w internecie.
Miasto żyje. Turyści są. Hotel pełny. Dzieci, narty, kolejki, rozmowy. Na poziomie codzienności wszystko działa. Ktoś mógłby pomyśleć, że wróciło do normy.
Tyle że obok hotelu nie ma mostu. Nie stoi zniszczony. Po prostu go nie ma.
Zabrała go powódź. Razem z poczuciem ciągłości, dojazdem, bezpieczeństwem. Zniszczono mienie wielkiej wartości. Rozsypano życie setkom ludzi. I na tym lista faktów się nie kończy, ale kończy się lista konsekwencji.
Nikt ich nie poniósł.
Nie ma nazwisk.
Nie ma decyzji.
Nie ma odpowiedzialności.
Prokuratura coś sprawdza. Rząd coś analizuje. Komunikaty krążą.
Efekt jest prosty: mostu nadal nie ma.
Nie będę wyliczał wszystkiego. Nie dlatego, że nie widzę. Dlatego, że ten region został opuszczony wtedy, gdy kamery zgasły, i dziś nie ma obowiązku wysłuchiwać kolejnych ocen z zewnątrz. Tu się po prostu żyje dalej, bo nie ma alternatywy.
Wraca Insomnia. I wraca sens tego numeru. To jeden z najlepszych utworów świata właśnie dlatego, że nie próbuje pocieszać. Nie obiecuje, że będzie lepiej. Opisuje stan, w którym człowiek widzi za dużo, żeby spokojnie zasnąć.
I wtedy to zdanie układa się samo:
Świat psuje się nie dlatego, że ludzie nie śpią. Psuje się dlatego, że po katastrofie spokojnie śpią ci, którzy powinni mieć bezsenność.
Nazwa zespołu zawsze była trafiona. Faithless. Bez wiary. Nie w Boga. W system. W procedury. W to, że odpowiedzialność pojawi się sama.
Ten etap mam za sobą. Potrafię się zatrzymać. Śpię. Nie dlatego, że jest dobrze. Tylko dlatego, że bezsenność niczego tu już nie naprawi.
Wieczorem miasto normalnie funkcjonuje. Turyści wracają do hoteli. Światła się zapalają.
Mostu nadal nie ma.
Spraw nie ma.
Winnych nie ma.
Insomnia leci dalej.

