PRIGAN | MUZOPOLITYKA
S01E02
Są piosenki, które coś opowiadają.
I są takie, które działają.
Nie jak historia.
Jak system.
System of a Down nie napisali protest songu.
Zrobili coś gorszego dla władzy.
Zakodowali politykę w rytmie.
„Toxicity” nie idzie równo.
Nie prowadzi za rękę.
Nie daje poczucia bezpieczeństwa.
Najpierw masz porządek.
Prawie marsz.
Potem nagle szarpnięcie.
Zmiana tempa.
Nerw.
Jakby ktoś w trakcie jazdy
przestawiał znaki drogowe
i jeszcze miał pretensje,
że nie jedziesz płynnie.
Serj Tankian nie śpiewa melodii.
On rozrywa frazy.
Przyspiesza.
Zwalnia.
Wpada w groteskę.
Bo w świecie,
w którym wszystko jest „procedurą”,
groteska jest jedyną uczciwą reakcją.
I teraz najważniejsze.
To nie jest chaos przypadkowy.
To jest chaos zaprojektowany.
Forma jest treścią.
Zmiana rytmu jest komunikatem:
nie masz kontroli.
Nagłe wyciszenie mówi:
to tylko złudzenie stabilności.
Brzmi znajomo?
Weźmy Polskę.
Nie Twittera.
Nie konferencje.
Weźmy KSeF.
Miało być:
cyfryzacja,
porządek,
uproszczenie.
Wyszło:
wersja robocza,
wersja poprawiona,
wersja przejściowa,
kolejne terminy,
wyjątki,
komunikaty,
przesunięcia.
System, który ciągle zmienia metrum,
a potem pyta przedsiębiorców,
dlaczego się potykają.
Najpierw tempo wolne:
„spokojnie, jeszcze nie teraz”.
Potem przyspieszenie:
„trzeba się przygotować”.
Potem nagłe hamowanie:
„jeszcze chwila, poprawiamy”.
A na końcu pretensja:
„państwo nie nadążają”.
To jest dokładnie ten sam mechanizm,
co w „Toxicity”.
Nie chodzi o to,
czy idea jest dobra.
Chodzi o to,
że nieprzewidywalność sama w sobie
staje się toksyczna.
Bo system nie musi być opresyjny.
Wystarczy, że jest niestabilny.
A odpowiedzialność
zawsze spada na tych na dole.
I wtedy muzyka
przestaje być muzyką.
Staje się
instrukcją obsługi rzeczywistości.
„Toxicity” nie daje ulgi.
Nie kończy się katharsis.
Kończy się pytaniem:
ile jeszcze zmian tempa wytrzymasz,
zanim się przewrócisz?
To nie jest piosenka o buncie.
To jest diagnoza państwa,
które uwielbia reformy,
ale nie znosi konsekwencji.
KSeF ma sens jako idea. Problemem jest wykonanie: niestabilność, korekty i zmiany zasad w trakcie wdrożenia. Największy koszt to nie IT, tylko ryzyko i chaos po stronie firm.
Pytanie do czytelników: co w KSeF boli Cię bardziej: koszty wdrożenia czy niepewność prawa?


Jak to przeczytałem, to mnie uderzyło jedno: KSeF nie męczy ideą, tylko tym, że rytm ciągle się zmienia. Kto to wdrażał, niech napisze: bardziej boli koszt, czy ta wieczna niepewność?