PRIGAN | MUZOPOLITYKA
S01E01
Trzydzieści sekund.
Jared Leto nie puka do drzwi.
On je wyważa.
Razem z futryną.
W tym numerze nikt cię nie pyta:
czy wypada,
czy masz czas,
czy analizowałeś ryzyko.
Ktoś łapie cię za kark
i pcha na samą krawędź.
Od razu.
Bez znieczulenia.
I wchodzi to jak syrena:
Nie.
Nie.
Nie.
Nie.
Nie zapomnę.
Nie będę żałować.
Będę żyć.
To jest refren ludzi, którzy mają blizny, bo próbowali.
Którzy mają rachunki, bo ryzykowali.
Którzy mają co pamiętać, bo nie stali w miejscu.
A Wrocław?
Wrocław nawet nie wie, co to żal.
Bo żeby żałować, trzeba najpierw podjąć decyzję.
Wybrać bieg.
Zaryzykować skórę.
Wyjść z wygody.
Wziąć odpowiedzialność.
Wrocław tego nie robi.
Wrocław nie stoi na krawędzi.
Wrocław stoi w przedpokoju procedur.
W kapciach.
Z letnią kawą.
Z wizjerem zamiast okna.
Nie widzi krawędzi,
bo nawet do niej nie podchodzi.
Słyszysz ten dźwięk?
To nie jest bit.
To szuranie kapci
po dywanie „konsultacji społecznych”.
To miasto miało kiedyś nerw.
Miało brudną radość z ryzyka.
Miało tempo.
Miało ambicję.
Dzisiaj Wrocław ma lęk wysokości
na poziomie krawężnika.
Wrocław stał się miastem-kocykiem.
Boli?
Kocyk z PR-u.
Trzeba decyzji?
Spotkanie o kocyku.
Ktoś krzyczy?
Kocyk z logo miasta.
I to jest najgorsze:
tu się nawet nie przegrywa spektakularnie.
Tu się przegrywa po cichu.
Dzień po dniu.
Przez brak ruchu.
„Closer To The Edge” mówi prosto:
Albo idziesz na granicę możliwości,
albo twoje możliwości robią krok w tył.
Wrocław robi krok w tył od lat.
Na palcach.
Żeby nikt nie słyszał.
Nie ma wstydu.
Nie ma nazwisk.
Nie ma odpowiedzialności.
Jest „proces”.
Jest „analiza”.
Jest „wariantowanie”.
Wrocław dziś nie żałuje.
Bo straty nie bolą,
kiedy udajesz, że ich nie widzisz.
Zasypiamy przy włączonym telewizorze,
na którym leci zapętlony film o dawnej chwale.
Pytanie brzmi:
kto pierwszy rzuci tym pilotem w ekran?

