Opublikowałem dziś w Dzienniku tekst o czymś, o czym we Wrocławiu mówi się rzadko, a co dotyczy jednego z największych majątków publicznych w Polsce.
Miasto posiada około 30 tysięcy lokali komunalnych.
Przy ostrożnej wycenie jednego mieszkania na 400–600 tys. zł oznacza to majątek rzędu 12–18 miliardów złotych.
To nie jest margines budżetu.
To jeden z największych aktywów miasta.
A mimo to ogromna część tego kapitału nie pracuje.
Setki milionów złotych są zamrożone w pustostanach, niewykorzystanych lokalach i źle zarządzanym zasobie mieszkaniowym.
Problem Wrocławia nie polega dziś na tym, że mieszkań brakuje.
Problem polega na tym, że brakuje zarządzania majątkiem, który już istnieje.
miasto z miliardem w ścianach
Zasób komunalny to nie tylko polityka społeczna.
To również ogromny kapitał:
- w murach mieszkań
- w gruntach miejskich
- w potencjale inwestycyjnym.
Źle zarządzany majątek publiczny nie tylko nie pomaga rozwiązywać problemów mieszkaniowych.
On je pogłębia.
Bo pustostan to nie tylko puste mieszkanie.
To zamrożony kapitał miasta.
prosty mechanizm
W artykule pokazuję prostą rzecz.
Miasto może:
- uruchomić pustostany,
- współpracować z kapitałem prywatnym,
- dzielić się tylko nadwyżką z inwestycji,
- zwiększać dostępność mieszkań dla osób kluczowych dla funkcjonowania miasta.
Mówimy tu o setkach mieszkań dla ludzi, bez których miasto po prostu nie działa:
- nauczycieli
- ratowników
- policjantów
- młodych specjalistów.
problem zarządzania
Największy paradoks polega na tym, że największy program mieszkaniowy Wrocławia już istnieje.
On stoi w ścianach.
Tylko że często jest pusty.
Dlatego ten tekst nie jest tylko publicystyką.
To próba pokazania, że czas przestać mówić o braku mieszkań, a zacząć mówić o zarządzaniu majątkiem miasta.
Pełny artykuł:
