Trudno zrozumieć, jak w 2026 roku ktoś mógł uznać, że wygaszenie sekcji kobiet w klubie z marką, historią i miejskim zapleczem to dobry pomysł. Mówimy o zespole, który nie był dodatkiem do sponsorskiej prezentacji, tylko realną częścią Śląska. Piłkarki protestują, bo o planach dowiedziały się z mediów, a w tle nie widać żadnego rozwoju, tylko sprzedaż albo faktyczną likwidację sekcji.
To absurd także dlatego, że kobiecy Śląsk miał konkretne osiągnięcia. Drużyna dotarła do finału Pucharu Polski, rozwijano projekt piłki dziewcząt i budowano ścieżkę dla młodych zawodniczek. To nie był martwy twór. To był projekt, który działał i miał sens.
Najważniejsze pytanie jest jednak inne: skoro we Wrocławiu od lat wydaje się ogromne pieniądze na piłkę, szkolenie, a za chwilę także na akademię piłkarską na Nowych Żernikach, której koszt szacuje się na około 100 mln zł, to czy te miliony mają być tylko dla chłopców? Klub prowadzi nabory dla dziewczyn i chłopców, ma kobiece drużyny juniorskie i przez lata opowiadał o rozwoju piłki dziewcząt. Jeśli dziś likwiduje się seniorski finał tej ścieżki, to znaczy, że dziewczyny były potrzebne głównie do folderu i komunikatu prasowego. To nie jest błąd. To jest hipokryzja.
Tym bardziej że nie mówimy o katastrofie finansowej, której nie da się udźwignąć. Prasa podawała, że kobieca piłka kosztuje około 3 mln zł rocznie. Media pisały też o kolejnych 30 mln zł dla klubu na 2026 rok, przy rocznych wydatkach liczonych w dziesiątkach milionów. W takim układzie likwidacja sekcji kobiet nie wygląda na konieczność. Wygląda na wygodną decyzję podjętą kosztem tych, których najłatwiej wyrzucić za burtę.
Nie da się też uczciwie twierdzić, że pierwszy zespół mężczyzn daje dziś taki poziom sportowej przewagi, iż wszystko inne trzeba mu podporządkować. Śląska nie ma dziś w Ekstraklasie, klub funkcjonuje na poziomie Betclic 1. ligi. To nie jest pozycja, z której można opowiadać, że kobiecy futbol jest zbędnym luksusem.
Najbardziej żenujące jest jednak to, że do tej operacji dokładają rękę ludzie, którzy powinni rozumieć odpowiedzialność za kobiecy sport. Jeśli prawdą jest, że zawodniczkom proponuje się przenosiny do innego klubu, to nie jest żadna wizja. To jest zwykłe sprzątanie problemu z biurka. Nie rozwój, tylko przerzucenie odpowiedzialności. I zwyczajnie wstyd.
Do odejścia nie są zawodniczki. Do odejścia są ci, którzy uznali, że kobiecy futbol można skasować bez większego kosztu politycznego i wizerunkowego.
Wrocław nie potrzebuje likwidacji kobiecego Śląska. Wrocław potrzebuje likwidacji myślenia, że sport kobiet jest dodatkiem, a nie częścią poważnego klubu.
