0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Kompleksowa obsługa prawna – zaufanie na każdym etapie.

0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona głównaBlogMiejski sport po wrocławsku: podatnik płaci, pośrednik zarabia

Miejski sport po wrocławsku: podatnik płaci, pośrednik zarabia

We Wrocławiu od lat słyszymy o zdrowiu, aktywności i mieście przyjaznym rodzinom. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek schodzi z konferencji prasowej na ziemię, czyli na basen, kort albo do Aquaparku. Wtedy okazuje się, że realna polityka sportowa miasta nie polega na prostym wspieraniu mieszkańca, tylko na dość osobliwej konstrukcji: podatnik współfinansuje obiekt, potem płaci za wejście, a jeśli chce zapłacić mniej, to najlepiej, żeby najpierw zasilił prywatnego pośrednika. Prezydentem Wrocławia pozostaje Jacek Sutryk, więc trudno udawać, że to wszystko samo się zorganizowało.

Weźmy pierwszy przykład: Pływalnia Orbita. Oficjalny cennik jest prosty. Bilet normalny na 70 minut kosztuje 31 zł od poniedziałku do piątku do 15:00 oraz 34 zł po 15:00 i w weekend. Bilet ulgowy kosztuje odpowiednio 26 zł i 27 zł, a Karta Rodzina Plus daje 50% zniżki. Nie ma jednak prostego modelu pod tytułem: „jesteś wrocławianinem i płacisz tu podatki, więc masz niższą cenę”. Jest zwykły cennik. Miejski, ale zwykły.

I teraz zaczyna się najlepsze. Ten sam mieszkaniec może kupić prywatną kartę benefitową za około 99 zł za 10 wejść i schodzi do poziomu około 9,90 zł za wejście. Innymi słowy, żeby korzystać znacznie taniej z miejskiego basenu, nie wystarczy być mieszkańcem Wrocławia. Trzeba najpierw zapłacić prywatnej spółce, która oczywiście nie działa charytatywnie, tylko po to, by na końcu dostać lepszy efekt cenowy niż ten, który daje własne miasto własnemu podatnikowi. To nie jest polityka sportowa. To jest outsourcing ulgi do prywatnego pośrednika.

Drugi przykład to miejskie korty tenisowe Spartan. Na Pułtuskiej letni cennik wynosi 60 zł rano, 50 zł w środku dnia, 73 zł po 16:00 i 60 zł w weekend. Na Lubińskiej jest trochę taniej: 50 zł rano, 40 zł w środku dnia, 65 zł po 16:00 i 50 zł w weekend. Zimą na Spiskiej hala dochodzi do 140 zł rano, 110 zł do 16:00 i 170 zł po 16:00 (tak dobrze czytasz 170 zł za 1 godzine kortu dla dziecka), a na Lubińskiej 95 zł do 16:00 i 130 zł po 16:00. To są normalne, rynkowe ceny. Tyle że w miejskim opakowaniu. I znowu: nie widać tu prostego modelu „mieszkaniec korzysta taniej, bo współfinansuje obiekt”, tylko logikę: wejdź w odpowiedni system, kup odpowiedni produkt, wtedy będzie rabat. Ten rabat to np. 15 zł taniej jak masz prywatną kartę.

Czyli na basenie i na korcie mechanizm jest ten sam. Miasto nie premiuje wprost relacji miasto-mieszkaniec. Premiowany jest układ miasto-pośrednik-mieszkaniec. Jeśli z kartą benefitową masz taniej, to pytanie jest banalne, ale dla ratusza wyjątkowo niewygodne: dlaczego ten sam rabat nie przysługuje po prostu mieszkańcowi Wrocławia, bez płacenia marży prywatnej firmie?

I wtedy wchodzi trzeci bohater tego spektaklu, czyli Aquapark Wrocław. Tu dopiero widać skalę absurdu. Bilet normalny na cały dzień kosztuje 100 zł, bilet dziecięcy na cały dzień dla osób do 18. roku życia z wrocławską legitymacją szkolną lub zaświadczeniem z wrocławskiego przedszkola kosztuje 70 zł, bilet normalny na 2 godziny kosztuje 85 zł, rodzinny na cały dzień 299 zł, a sam basen sportowy kosztuje 56 zł za 80 minut. Jednocześnie Aquapark oficjalnie honoruje karty partnerskie. W przypadku MultiSportu 2 godziny w strefie rekreacyjnej albo 80 minut na basenie sportowym mogą być „bez dopłat”. To samo pojawia się przy PZU Sport, FitProfit i wybranych pakietach Medicover Sport. Czyli obiekt potrafi funkcjonować w modelu, w którym użytkownik wchodzi za ułamek detalicznej ceny albo bez dopłaty, ale dzieje się to wtedy, gdy między mieszkańcem a miejską kasą stoi prywatny partner.

I tu dochodzimy do punktu, w którym cała narracja o zdrowiu i sporcie zaczyna się sypać. Bo jeśli Aquapark potrafi rozliczać się z prywatnym pośrednikiem za ułamek ceny biletowej, to pojawia się pytanie zasadnicze: dlaczego miasto nie zaoferuje Wrocławskiego Karnetu Sportowego? Jedna opłata ryczałtowa, na przykład 150 zł miesięcznie, płacona bezpośrednio do kasy miejskich spółek, dająca dostęp do wszystkich basenów Orbity i Aquaparków. Bez pośredników, bez marż zewnętrznych firm, z pełnym przychodem zostającym de facto w budżecie miasta. Dlaczego system, który „opłaca się” przy udziale prywatnego agenta, nagle „przestaje się opłacać”, gdyby miał służyć bezpośrednio mieszkańcom? Fakt, że Aquapark już dziś honoruje karty partnerskie, a w aplikacji Nasz Wrocław daje zaledwie pojedyncze, ograniczone przywileje, tylko wzmacnia to pytanie. Co wiecej miasto mogłoby zaprosić do tej karty prywartne obiekty, a z pewnocią obiekty Wojskowego Klubu Sportowego „Śląsk”, czy też AWF-u.

Taki Wrocławski Karnet Sportowy miałby więcej sensu niż cała obecna gimnastyka z pośrednikami. Po pierwsze, pieniądz zostawałby w miejskim systemie, a nie odpływał do prywatnego operatora benefitów. Po drugie, mieszkaniec dostałby prosty, zrozumiały produkt, bez kodów, aplikacji i akrobatyki rabatowej. Po trzecie, miasto zyskałoby realne narzędzie polityki zdrowotnej, a nie tylko hasła do prezentacji. Po czwarte, można byłoby wprowadzić wariant rodzinny i dziecięcy, który rzeczywiście wspierałby sport młodych wrocławian. Dziś bowiem system jest zbudowany odwrotnie: taniej bywa wtedy, gdy po drodze zarobi ktoś trzeci. A to już nie jest miejska polityka sportowa, tylko handel rabatem na publicznym majątku. Wspaniała nowoczesność. Szczególnie dla tych, którzy lubią płacić za własne przywileje dwa razy.

Dlatego pytanie do Jacka Sutryka i miejskich spółek powinno być jedno, bardzo proste i bardzo publiczne: dlaczego mieszkaniec Wrocławia nie może dostać na miejskim basenie, miejskim korcie i miejskim Aquaparku takiego poziomu ceny, jaki uzyskuje użytkownik prywatnego systemu benefitowego? I drugie, jeszcze mocniejsze: dlaczego, żeby korzystać taniej z infrastruktury współfinansowanej z moich podatków, mam najpierw zasilić zyskiem prywatnego pośrednika?

Najkrócej: we Wrocławiu bardziej opłaca się mieć właściwą kartę niż po prostu być mieszkańcem. I to jest najlepsze podsumowanie tej całej polityki sportowej. Nie miejskiej. Cennikowej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Autopromocja -Prigan Law

Aktualności

Płaciłeś odsetki od ubezpieczenia, którego nigdy nie dostałeś do ręki?

Brałeś kredyt gotówkowy, konsolidacyjny, samochodowy albo ratalny? W umowie miało być 50 000 zł, ale po chwili w dokumentach pojawiła się wyższa kwota. Dlaczego? Bo...

Państwo w miękkim świetle. Gdy resort sprawiedliwości zaczyna „opowiadać” więzienie

Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało materiał dotyczący odbywania kary pozbawienia wolności przez kobiety. W przekazie pojawiają się sformułowania o „mądrych rozwiązaniach”, „bliskości rodziny” i zapewnienie, że...

Szyld przed dzieckiem

PRIGAN | MUZOPOLITYKAS01E07 David Bowie: „I’m Deranged” Kto raz usłyszał soundtrack z „Lost Highway”, zwykle nosi go już w sobie do końca.Ja też.To właśnie tam pierwszy...

SKLEP