PRIGAN | MUZOPOLITYKA
S01E07
David Bowie: „I’m Deranged”
Kto raz usłyszał soundtrack z „Lost Highway”, zwykle nosi go już w sobie do końca.
Ja też.
To właśnie tam pierwszy raz usłyszałem Bowiego w „I’m Deranged”.
Ten utwór nie brzmi jak krzyk.
Brzmi jak świat, który przestawił sobie normy i już tego nie zauważa.
Najpierw była krzywda.
Potem wyrok.
Potem ruszyła obrona szyldów.
W takich sprawach polityka działa szybko.
Nie po to, żeby coś zrozumieć.
Po to, żeby ustalić dystans.
Kto był swój.
Kto już nie jest swój.
Kogo trzeba odciąć.
Komu trzeba to przykleić.
Władza mówi wtedy, że to nie ona.
Że to przypadek.
Że to osoba z boku.
Najlepiej dawna.
Najlepiej lokalna.
Najlepiej już wymazana ze zdjęć.
Opozycja robi rzecz odwrotną, ale równie prostą.
Nie pyta, jak to było możliwe.
Pyta, jak mocno da się tym uderzyć.
Potem wchodzą media.
Jedni opisują sprawę.
Drudzy zaczynają ją konsumować.
Szybko widać różnicę.
Wokół krzywdy dziecka bardzo szybko wyrasta przemysł wtórny.
Tytuły.
Paski.
Panele.
Komentarze.
I ten dobrze znany ton ludzi, którzy wyglądają tak, jakby cudza tragedia była również zawodową okazją.
Im cięższa sprawa, tym większy ruch.
Im większy ruch, tym większy prestiż.
I to jest najgorsze.
Nie tylko sam czyn.
Nie tylko wcześniejsze milczenie.
Także to, jak szybko po wszystkim pojawiają się ludzie gotowi coś jeszcze z tego wyjąć dla siebie.
Punkt polityczny.
Moralną przewagę.
Dobry materiał.
Dziecko znika wtedy pierwsze.
Pierwszy zostaje szyld.
W Polsce nawet taka krzywda zbyt często przegrywa z prostą hierarchią:
najpierw marka,
potem przekaz,
dopiero na końcu człowiek.
I właśnie dlatego ten świat nie wygląda już na wstrząśnięty.
Wygląda na przyzwyczajony.
